
- Dzień dobry, dzwonie z firmy Orange i chciałabym panu przedstawić ofer…
Tak tak, przedstawię panu świetną ofertę, zdecydowanie nie do odrzucenia. Do tego pięknie się uśmiechnę. Diabli by was wzięli i te wasze marketingowe sztuczki. Odrzuciłem telefon na łózko, lecz po głębszym zastanowieniu jednak wypadałoby odwiedzić w końcu swojego operatora. Wynegocjowanie lepszej oferty z jakąś miłą Panią konsultant to całkiem przyjemna alternatywa na ten dzień. Wyciągnąłem niebieska marynarkę, slimową białą koszule oraz czarny krawat wraz z czarnymi spodniami. To moja ulubiona kompozycja, więc wejdę tam jak lew do dżungli i upoluje najlepszą zdobycz. Tak, na pewno tak będzie. Przed wyjściem sprawdziłem jeszcze tylko zarost. 3 dniowy, przystrzyżony. One million dollar wypsikany na szyi, wychodzę. Najbliższy punkt na ulicy Grunwaldzkiej, nie spiesząc się zbytnio po 10 minutach byłem już na miejscu.
Usiadłem przy jednym z wolnych miejsc, z charakterystycznymi, pomarańczowymi krzesełkami. W oczekiwaniu na mojego dzisiejszego partnera, chwytałem się wszystkiego, co zapewniało jakąkolwiek atrakcje. Zazwyczaj dobijają się, by przedstawić mi te swoje czorcie oferty a tym razem wystawiają moja cierpliwość na próbę. Nie będą to łatwe negocjacje, oj nie. Z transu wybudziła mnie stuknięciem w stolik wyczekiwana przeze mnie postać. Niewysoka blondynka, o pociągłej, lekko trójkątnej buzi. Miała na sobie żakiet ze stójką w kolorze ciemnogranatowym, pod nim białą bluzkę (choć w moich myślach, nie miała już na sobie nic, poza moim nagim torsem) oraz idealnie dopasowane beżowe spodnie. Poza tym.. Podręcznikowa klepsydra, zapewne obiekt marzeń niejednego seksoholika. Usiadła przede mną zakładając nogę na nogę, jak maja to w zwyczaju wszystkie te femme fatale. Dreszcz. Dreszcz idący od czubka głowy przez szyje gdzie rozchodzi się na całe ciało. Milimetr po milimetrze. Mam wrażenie, że to jej twarz wysyła mi seksualne wibracje. Chce mnie pobudzić, chce bym jej pragnął, pożądał. Widzę jak mimowolnie podgryza wargi, przysuwa się bliżej stolika. Słyszę niegłośne stukniecie, to chyba but.. Tak, to zdecydowanie on. Za chwile poczułem palce jej stóp, minimalnie napięte i gładzące mnie od uda wzwyż…
Ze sfery tych wspaniałych wyobrażeń obudziła mnie ona.
- Witam pana, bardzo mi miło, że trafił pan pod moje skrzydła. Chciałabym przedstawić panu ofertę o..
„Jasne, ja też chętnie przedstawiłbym swoją ofertę, piętro wyżej. W Sali biznesowej, tej z podłużnym stołem”
-Przepraszam, tutaj, na umowie jest pewien paragraf którego nie rozumiem. Wytłumaczy mi go pani?
Podsuwając kartkę w pewnej odległości zmusiłem ją do pochylenia się. Nosiła okulary, więc musiała to zrobić, by mieć możliwość przeczytania. A ja mogłem się rozkoszować się apetycznym widokiem. Guzik mnie obchodzi ten paragraf. Smarkata zagrywka, ale przyjemna.
***
- Zadzwonimy do pana w ciągu następnych dni i dopniemy wszystkie szczegóły.
-Życzę miłego dnia.
- Ja panu również, dziękuję.
Pożegnała mnie najszczerszym uśmiechem, tak szerokim, że nie było możliwości nie odwzajemnić.
Rzucając w domu papiery na stół zauważyłem małą karteczkę, wystającą z tych wszystkich potrzebnych mi papierków. Cyfry. Wyglądają jak numer.
„A myślałem, że to moja zagrywka”
Po pracy porządkując dokumenty z dzisiejszego dnia, zauważyła, że z jednej partii coś wypadło. Mała kartka, a na niej numer. Uśmiechnęła się i schowała numer za biustonosz.
Zapowiada się ciekawie. Ta sama zagrywka? Cóż za zbieg okoliczności. Dwóch łowców trafiło na siebie, pędzę czytać dalej, by zobaczyć co z tego wyjdzie. :)
OdpowiedzUsuń