piątek, 13 maja 2016

Lust IV



Zamieniłem zimny, mały, niekomfortowy kwadrat na typowe biuro, podobne do tych, które ma większość tych korpobijacz. Zimne, obślizgłe kameleony, gotowe za parę szczebli awansu sprzedać najlepszą przyjaciółkę, w pakiecie z własną matką.


Cóż, może kiedyś wystosuje pismo o dodatek do pracy w szkodliwych warunkach. Rutyna trochę się zmieniła, przychodzę na 9, Tomek z boxu szóstego został na szczęście Tomkiem z biura obok, mimo brzydkiego flirtu z żoną szefa. Pasjansa i filmiki z youtube'a zastąpiły raporty, raporty, raporty i dla odmiany sprawozdanie z raportów. Spod Louboutin'ów pod Conti'ego to najgorsza zmiana mojej nikłej kariery. O ile szefowa karmiona prezentami i luksusem męża, oraz orgazmami od Tomka, zaczynała się dobijać do fotelika „Znośny pracodawca”, tak Ojciec dyrektor był zmorą. Zrzędliwy, apodyktyczny facet po 60, którego utrzyma się tylko kobieta o tytanicznej psychice lub taka która od własnego zdrowia ceni bardziej tylko wygodne życie.


Kolejna środa, raporty goniły raporty których pisanie przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi.


- Yoooooo! - Drzwi otworzyły się z impetem jak po przejściu huraganu. -  Jak się miewa nasz rodzynek do zadań specjalnych?

- Jeszcze słowo, a Twój najlepszy skrzydłowy zamieni się w Twojego grabarza. - Burknąłem znad kartek.

- Spokojnie ogierze. A propos tego, słyszałeś o tym dużym projekcie, który zaangażował się Ojciec? - Oczy Tomka zaświeciły się.

- Ciężko nie zauważyć tego pawia, który ocieka pewnością, że ten kontrakt wygra nam rynek zanim go ukończymy?

- Dostaniesz główną role, nie cieszysz się? - Szyderczy uśmiech tylko pogłębił mój brak chęci do dalszej dyskusji.

- Spadaj.


Rozmowę przerwała wiadomość. „Pokój 202, zebranie w sprawie nowego kontraktu. Brakuje tylko was obiboki”

-Zebranie, 202. Idziemy.


Stary znów będzie zrzędził. Już widzę te wielkie, przekrwione oczy. Pałają żądzą mordu, albo chociaż zapierdalania na 150% możliwości. Najlepiej bez wolnych weekend'ów. Weszliśmy w połowie umówienia głównych założeń.

- Utworzymy pięć dwu-trzyosobowych grup, w zależności od wielkości rynku. Każdy z tłumaczy otrzyma jednego opiekuna działu do jak to mawiam „zadań specjalnych”. - Szef zatrzymał na mnie wzrok - Jest i pierwszy, niezawodny as. Tobie mój drogi powierzymy zachodnich sąsiadów, Niemiecki rynek.


Przy stole siedziała kobieta na oko sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, myślę, że niewiele ode mnie młodsza, włosy spięte w kucyk, sięgające do połowy pleców. Ciemne brąz włosy z rozjaśnianymi końcówkami.. Ombre się to chyba nazywało? Godziny słuchania koleżanek z HR-u musiały się w końcu na coś przydać. Miała na sobie czarny żakiet, pod nim biała koszule, z czarnym paskiem na jej środku. Czarne cygaretki wspaniale podkreślały wyrobione na siłowni uda. (Pośladki zapewne postawiły by mnie w sytuacji niewygodnej przy reszcie zespołu) Czarne szpilki, osiem centymetrów. Wszystko doprawione drobnym, eleganckim zegarkiem. Spoglądała na mnie mieniącymi się, zielonymi oczami, smoky eyes zawsze sprawiał, że w moim umyśle pojawiały się myśli mało adekwatne do sytuacji. Czarne, perfekcyjnie wymalowane paznokcie jako wisienka na torcie. To chyba nagroda za znoszenie Tomka i jego dziwnych pomysłów.  Cały czas towarzyszyło mi dziwnie znajome uczucie. Jakiś klub, spotkanie partnerskie? Pamiętałbym. Zdecydowanie.

Po zakończeniu głównej przemowy podszedłem przywitać przyszła partnerkę.

Odwróciła się i ze szczerym uśmiechem rzekła.

- Cześć! Miło mi Cie poznać A. Mam nadzieję, że będzie nam się świetnie pracować!

Ton głosu zadziałał jak magiczny przełącznik.

- Cześć K. Kope lat.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz