
Zamieniłem zimny, mały, niekomfortowy kwadrat na typowe biuro, podobne do tych, które ma większość tych korpobijacz. Zimne, obślizgłe kameleony, gotowe za parę szczebli awansu sprzedać najlepszą przyjaciółkę, w pakiecie z własną matką.
Cóż, może kiedyś wystosuje pismo o dodatek do pracy w szkodliwych warunkach. Rutyna trochę się zmieniła, przychodzę na 9, Tomek z boxu szóstego został na szczęście Tomkiem z biura obok, mimo brzydkiego flirtu z żoną szefa. Pasjansa i filmiki z youtube'a zastąpiły raporty, raporty, raporty i dla odmiany sprawozdanie z raportów. Spod Louboutin'ów pod Conti'ego to najgorsza zmiana mojej nikłej kariery. O ile szefowa karmiona prezentami i luksusem męża, oraz orgazmami od Tomka, zaczynała się dobijać do fotelika „Znośny pracodawca”, tak Ojciec dyrektor był zmorą. Zrzędliwy, apodyktyczny facet po 60, którego utrzyma się tylko kobieta o tytanicznej psychice lub taka która od własnego zdrowia ceni bardziej tylko wygodne życie.
Kolejna środa, raporty goniły raporty których pisanie przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi.
- Yoooooo! - Drzwi otworzyły się z impetem jak po przejściu huraganu. - Jak się miewa nasz rodzynek do zadań specjalnych?
- Jeszcze słowo, a Twój najlepszy skrzydłowy zamieni się w Twojego grabarza. - Burknąłem znad kartek.
- Spokojnie ogierze. A propos tego, słyszałeś o tym dużym projekcie, który zaangażował się Ojciec? - Oczy Tomka zaświeciły się.
- Ciężko nie zauważyć tego pawia, który ocieka pewnością, że ten kontrakt wygra nam rynek zanim go ukończymy?
- Dostaniesz główną role, nie cieszysz się? - Szyderczy uśmiech tylko pogłębił mój brak chęci do dalszej dyskusji.
- Spadaj.
Rozmowę przerwała wiadomość. „Pokój 202, zebranie w sprawie nowego kontraktu. Brakuje tylko was obiboki”
-Zebranie, 202. Idziemy.
Stary znów będzie zrzędził. Już widzę te wielkie, przekrwione oczy. Pałają żądzą mordu, albo chociaż zapierdalania na 150% możliwości. Najlepiej bez wolnych weekend'ów. Weszliśmy w połowie umówienia głównych założeń.
- Utworzymy pięć dwu-trzyosobowych grup, w zależności od wielkości rynku. Każdy z tłumaczy otrzyma jednego opiekuna działu do jak to mawiam „zadań specjalnych”. - Szef zatrzymał na mnie wzrok - Jest i pierwszy, niezawodny as. Tobie mój drogi powierzymy zachodnich sąsiadów, Niemiecki rynek.
Przy stole siedziała kobieta na oko sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, myślę, że niewiele ode mnie młodsza, włosy spięte w kucyk, sięgające do połowy pleców. Ciemne brąz włosy z rozjaśnianymi końcówkami.. Ombre się to chyba nazywało? Godziny słuchania koleżanek z HR-u musiały się w końcu na coś przydać. Miała na sobie czarny żakiet, pod nim biała koszule, z czarnym paskiem na jej środku. Czarne cygaretki wspaniale podkreślały wyrobione na siłowni uda. (Pośladki zapewne postawiły by mnie w sytuacji niewygodnej przy reszcie zespołu) Czarne szpilki, osiem centymetrów. Wszystko doprawione drobnym, eleganckim zegarkiem. Spoglądała na mnie mieniącymi się, zielonymi oczami, smoky eyes zawsze sprawiał, że w moim umyśle pojawiały się myśli mało adekwatne do sytuacji. Czarne, perfekcyjnie wymalowane paznokcie jako wisienka na torcie. To chyba nagroda za znoszenie Tomka i jego dziwnych pomysłów. Cały czas towarzyszyło mi dziwnie znajome uczucie. Jakiś klub, spotkanie partnerskie? Pamiętałbym. Zdecydowanie.
Po zakończeniu głównej przemowy podszedłem przywitać przyszła partnerkę.
Odwróciła się i ze szczerym uśmiechem rzekła.
- Cześć! Miło mi Cie poznać A. Mam nadzieję, że będzie nam się świetnie pracować!
Ton głosu zadziałał jak magiczny przełącznik.
- Cześć K. Kope lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz