
I nie odmówiła.
Subtelny, powolny dotyk,
który odczuwałem w okolicach nadgarstka, sprawiał wrażenie.. Wilgotnego. Przypominał
mi o równie subtelnym odczuciu z dnia poprzedniego. Jak się również okazało,
nie tylko mojej świadomości. Otwierając sklejone od śpiochów oczy, na wpół przytomny,
próbowałem je przetrzeć druga ręką. Dostrzegłem sprawce wilgoci- Był nim
uroczy, niewielkich rozmiarów, czarny mops. Jego wyraz pyska przypominał coś
pomiędzy wkurwioną kobietą, od której nie odbierasz telefonów od 10 połączeń, a
najlepszym kumplem, który z politowaniem patrzy na ostatni kawałek pizzy i
ostatnią butelkę piwa.
-
Dobra kolego, daj mi pięć minut.
Wizja pięciu minut wydawała się wydłużać, gdy z lewej strony zauważyłem ją, trochę w innej konfiguracji niż wczoraj, bardziej rozczochraną, w potarganej niebieskiej koszulce i czymś, co nazwałbym szorto-stringami. Koronka oplatająca w biodrach, odsłaniająca większą część pośladków, z wcięciem jak stringi. Kobieca garderoba to czarna magia. Ładna czarna magia.
Jeżeli uznać tą niebieską
koszulkę i majtki za komplet, to dałem się zaciągnąć do łóżka. Przynajmniej tak
twierdziły głupie strony, które przegląda Marcin. Przychodzimy do niego w
przerwie, kiedy kierownik dziwnym trafem ulatnia się na przysłowiowego `dymka`.
Zabrałem nowego kumpla na
krótki przemarsz miedzy blokami. Telefon bombardował sygnałami o przychodzących
wiadomościach, Tomek rozpaczał nad moim spóźnieniem, księgowa pluła jadem jak
zwykle, ze terminy spóźnione, że będzie musiała gonić, że ona odpowie.
Blablabla. Złoty sms na szczycie listy:
A
szanowny Pan A, to się w pracy dziś nie ma zamiaru zjawić?
Chyba musze pogratulować swojemu
szefowi, najpierw przydziela do projektu świetną partnerkę, teraz żartobliwa
ironia. Jeszcze trochę i odkryje, że perfumy na kieckach jego żony nie pochodzą
z jego prywatnej kolekcji. Biedna szefowa. Biedny Tomek.
Czas wracać. Otwierając
drzwi poczułem się odrobinę nieswojo. W końcu nie rozmawialiśmy o wczorajszej
sytuacji, a na sama myśl o całym zdarzeniu czułem wciąż gorąc w podbrzuszu i
delikatną nutę mandarynki i dzikiej mięty. Ten sam zapach uderzył mnie w momencie wejścia
do mieszkania. W moment naszły mnie myśli o tym jak spędziliśmy wczorajszy
wieczór w biurze. O tym jak spływał po nas pot, jak wbijała we mnie paznokcie.
Zastałem ja siedząca przed lustrem, nieobecną. Próbowała się umalować, jednak
po kilkunasto minutowej próbie poprawiła sobie jedynie rzęsy. Gęsta atmosfera
pozwalała prawie pływać po mieszkaniu. Unikaliśmy kontaktu wzrokowe aż do
przekroczenia progów firmy. Udałem się do swojego biura, ona do pokoju dla
współpracowników firmowych.
Większość dnia spędziłem na
rozmyślaniu, zamiast przyłożyć się do występu przed staruchem. Obiecałem mu w
sumie dziś jakiś wstępny szkic projektu. Patrząc na zegarek, 10 minut.
Wszedłem do pokoju. Stała
już przed biurkiem, trzymając w rękach pomarańczowa, nieduża teczkę z dokumentami.
Ściskała ją bardzo mocno, widać, że też była zdenerwowana aktualną sytuacja.
Stanąłem za nią, jej sylwetka zasłaniała mniej więcej cała moją lewa stronę. Zaczęła
dość nerwowo, mówiła ogólnikami o projekcie, jąkała się. Widać było po twarzy
starego, że to nie przejdzie. Zawsze wtedy wyglądał jak kot, którego właściciel
wyjebał na zewnątrz w środku deszczu.
Chwyciłem ja mocno za
pośladek i ścisnąłem. Zamilkła na moment. Na szczęście biurko było na tyle
wysokie, że skutecznie zasłaniało cały widok. Miała też idealną spódniczkę, bym
mógł wsunąć rękę do środka. Drażniłem ją przez bieliznę i przejąłem temat.
Wymyśliłem na prędce jakieś kreatywne rozwiązania, w miarę proste do
spełnienia. Przestałem, gdy sama wtrąciła się do tematu. Przejęła pałeczkę i zgarnęła
atencje dyrektora w mgnieniu oka. Nie tylko tą merytoryczną. Po parunastu
minutach nudnego ględzenia uzyskaliśmy zgodę na realizacje.
Uhh.
- Wpadniesz dziś na kolacje?
Zagadała mnie w momencie,
kiedy otwierałem drzwi od samochodu. Odgarnęła zalotnie włosy z twarzy i uśmiechnęła
się delikatnie. Puściłem jej jednoznaczne oczko. Wchodząc do mieszkania znów
poczułem uderzające perfumy. Poprosiła, bym usiadł w pokoju a ona zaraz przyjdzie.
Nie zdążyłem się rozsiąść.
Stała już oparta o framugę, w samych stringach. Zsunęła je najpierw dłońmi
z bioder, niezwykle seksownym ruchem zrzuciła je razem ze szpilkami i podeszła,
stając kilka centymetrów przed moja twarzą.
Pocałowałem ją na wysokości
wzgórka.